sobota, 7 stycznia 2012

8 najciekawszych albumów roku 2011

Wszyscy robią podsumowania, to i ja nie będę gorszy. Nigdy tego nie robiłem, jestem zbyt słabo osłuchany, także będzie to bardzo subiektywne i krótkie podsumowanie. Postaram się zestawić 8 albumów, które ukazały się w 2011 roku i w jakiś sposób zrobiły na mnie wrażenie. Dlaczego 8 a nie np. 10? Wolę przedstawić solidną 8 niż naciąganą 10. Cytując mądrość mojego kolegi z liceum: „lepsza mocna pała niż słaba dwója”. Dodam, że są to tak różne muzycznie płyty, że ich hierarchizacja byłaby błędem, dlatego kolejność jest przypadkowa.

"Common - The Dreamer/The Believer"
Płyta ukazała się pod koniec zeszłego roku. Przyznam, że nie wiedziałem czego się po niej spodziewać; wiem, że Common lubi eksperymentować i stąd moja niepewność. Jestem wielkim fanem muzyki rapera z Chicago ale z uwagi na jego poprzednią płytę - „Universal Mind Control” - która nie przypadła mi do gustu, trochę się bałem. Na szczęście nie zawiodłem się, raper wydał fantastyczny album, wyprodukowany w całości przez jednego producenta – No I.D. Tak, tak; tego samego który wyprodukował takie klasyki jak „Can I Borrow a Dollar?”, „Resurrection” czy „One Day It'll All Make Sense” – czyli większą część dyskografii Commona. Klasyczna kolaboracja MC/Producent wyszła panom na dobre i choć ich podejście było klasyczne to album jest świeży.




"Łona i Webber - Cztery i pół"
Niestety nie potrafię obiektywnie wypowiadać się na temat tych panów. Łona to najlepszy tekściarz w tym kraju i kropka. Jego flow zaliczyło kolejny progres, i choć teksty traktują nieco poważniejsze tematy niż na poprzednich płytach, to wciąż można się w nich doszukać podwójnego (a może nawet potrójnego) dna doprawionego szczyptą humoru i okraszonego zawsze trafną pointą. Tekstowo to bardzo mocny album, przemyślany i stawiający rodzimym raperom porzeczkę jeszcze wyżej. Muzycznie Webber zaliczył jeszcze większy progres niż jego rapujący kolega. Pan Andrzej skrupulatnie odchodzi od samplingu na rzecz tzw. „beatów granych”. Wychodzi mu to całkiem zgrabnie i pozytywnie wpływa na album jako spójną całość. Warto dodać, że to pierwszy album szczecinian, który wyszedł nakładem ich labelu „Dobrze Wiesz” i – co ciekawe – chyba najlepiej wypromowany i dostrzeżony krążek w ich dorobku. Brawo!




"The Roots - Undun"
Kolejny album, który ukazał się gdy myślałem, że nic już mnie w 2011 ciekawego nie czeka. Jednak The Roots to tak solidna marka, że od nich można spodziewać się wyłącznie bardzo dobrych albumów. Najnowszy, 10. krążek „Undun” to album koncepcyjny. To historia Redforda Stephensa opowiedziana z – delikatnie rzecz ujmując – zaburzoną chronologią. Od razu trafiamy w sam środek wydarzeń a rapujący panowie dostarczają nam kolejnych informacji na temat fikcyjnego bohatera. Black Thought w wyśmienitej formie, pozostali goście świetnie wpisują się w koncepcję „Undun”, muzycznie... to arcydzieło, nie można nic innego powiedzieć bo byłoby to bluźnierstwo. Muzyka zawarta na płycie wykracza daleko poza typowe hip-hopowe loopy. Powinni za ten album dostać nagrodę Grammy, kolejną zresztą.



"Slugabed - Moonbeam Rider"

Trafiłem na tego pana przypadkowo, przeglądając katalog „Ninja Tune”. W tym roku Brytyjczyk wrócił z epką „Moonbeam Rider” na którą składa się 5 numerów. Ciężko mi pisać cokolwiek więcej o tym albumie, ponieważ nie znam się aż tak dobrze na muzyce elektronicznej. To szeroko rozumiana elektronika, którą ciężko zaszufladkować, to ciężkie syntezatory, które brzmią fenomenalnie. To pompujące stopy i tłukące po kaflach werble, to bardzo dobrze przemyślany chaos. Zresztą album tego 22 latka (!) został wydany przez jedno z najbardziej cenionych wydawnictw w dziedzinie „nowych brzmień” – a to o czymś chyba świadczy.




"Sokół i Marysia Starosta - Czysta brudna prawda"
Marysia była lekko w szoku (ale chyba) dumna w pełni gdy wraz z Sokołem otrzymali Złotą płytę za zawrotną (15 000 sztuk ; )) sprzedaż ich wspólnego krążka. Należało im się! Tytuł „Czysta brudna prawda” świetnie oddaje charakter albumu, który lirycznie jest surowy, momentami przykry ale dobitnie prawdziwy. Sokół jest w życiowej formie, polski rap-narrator pokazał się z wyśmienitej strony nie tylko jako tekściarz, czujny obserwator ale także jako raper o ponadprzeciętnej technice wypluwania słów. Marysia Starosta nie jest uzupełnieniem albumu, jest jego pełnoprawnym współtwórcą. Bardzo się cieszę, że nie ograniczyła się jedynie do podśpiewywania chórków oraz refrenów. Ma piękny głos, który tworzy świetny kontrast dla historii przedstawionych przez Wojtka. Dobrze Sokół zrobił zamieniając Jędkera na Marysię. Polecam bardzo solidna płyta dla ludzi o mocnych nerwach.




"Poluzjanci - Trzy metry ponad ziemią"
Panowie chyba wszystkich zaskoczyli wydając kolejny album po zaledwie rocznej przerwie. Ja spodziewałem się kolejnego wydawnictwa w okolicach roku 2020. Z tego co wiem, to album został nagrany na tak zwaną „setkę”. Ten sposób pracy nie należy do najłatwiejszych ale daje wyśmienite efekty. Względem poprzednich wydawnictw postęp słychać przede wszystkim w sferze tekstowej. Pan Janusz Onufrowicz (tekściarz zespołu) wykonał kawał dobrej roboty. Grzegorz Jabłoński (klawiszowiec) w którymś z wywiadów mówił, że teksty są tak dobre, że nożna je z powodzeniem czytać bez muzyki – coś w tym jest. Badach to Badach, to najlepszy męski wokal i to nie tylko na skalę krajową. Szkoda, że płyta nie odbiła się większym echem. Szkoda, bo to bardzo wartościowa muzyka.




"Jamie Woon - Mirrorwriting"
Kolejny brytyjski akcent w moim zestawieniu. Odkrycie muzyczne roku 2011, i bynajmniej nie moje prywatne (choć po części tak) a ludzi, którzy bardzo dobrze znają się na tego typu muzyce. 27-mio letni Brytyjczyk to nowa nadzieja muzyki Soul. Jego debiutancki album „Mirrorwriting” charakteryzuje się niezwykłą lekkością przyswajania. Muzycznie jest dość prostym tworem, ale chyba taki był zamysł, zresztą Woon świetnie odnajduje się w tej stylistyce. Jest w tej płycie coś magicznego, coś co przyciąga. Idealna pozycja na wieczory, chillout po ciężkim dniu. Ciekaw jestem kolejnych wydawnictw tego pana, będę śledził jego poczynania, dam znać jak coś się urodzi. Tymczasem serdecznie polecam.




"Ten Typ Mes - Kandydaci na szaleńców"
Mes to raper z najlepszym flow w Polsce. 2011 to album „Kandydaci na szaleńców” – drugi wypuszczony przez jego własne wydawnictwo „Alkopoligamia”. Pan Piotr uczy się na błędach, ponieważ tym razem otrzymujemy świetnie wydaną płytę – a jakość wykonania jest też ważna, fizyczny nośnik ma również cieszyć oko. Muzycznie to bardzo różnorodna pozycja. Nie wiem czy typowy hip-hopowy łeb odnajduje się w tym co proponuje nam Warszawiak. Ja się odnajduje doskonale. KNS to różnorodność muzyczna, której wspólnym mianownikiem są bardzo dobre teksty i świetne wykonanie. Mes nie boi się eksperymentów w porównaniu do poprzedniego albumu („Zamach na przeciętność”) słychać progres, choć nie jest to jakiś potężny krok wprzód. Może dlatego, że ciężko tak dobre flow wywindować jeszcze wyżej. Sprawdź nawet jak nie słuchasz rapu.



Polecam zapoznać się również z innymi zestawieniami:
- Diggin

Dodatkowo, na dobre rozpoczęcie roku mały prezent ode mnie, trochę inna stylistyka niż zwykle:

3 komentarze:

Lite pisze...

Fajny prezent.

Axun pisze...

W zasadzie oprócz płyty Woona, każdym z wymienionych przez Ciebie tytułów się jarałem.

Mateusz Cencyk pisze...

Axun, świadczy to tylko o jednym - masz bardzo dobry gust muzyczny! ; ) Pozdrawiam!