Ostatnio byłem w klubie z przyjaciółmi. Z grzeczności i
szacunku dla tegoż klubu nie napisze jak się nazywa. Powiem tylko, że to szczeciński
klub, popularny a jego nazwę wymyślił Gepetto (ot ciekawostka!). Byłem już
pijany, a jak jestem pijany to w pierwszej fazie staję się wrażliwy. Czasami
wrażliwość zostaje zastąpiona agresją a niekiedy włącza się mędrzec. Różnie.
Tym razem zadziałała nadmierna wrażliwość z domieszką agresji. Moja nadmierna
wrażliwość dotyczy zazwyczaj tego co wydobywa się z głośników. Raz zostałem
usunięty z lokalu gdy wdałem się w dyskusję z „djem”, który puszczał numery „na
zamówienie”. Można było mu dać kasę, on wówczas działał jak odtwarzacz mp3.
Próbowałem mu w jakiś sposób wyjaśnić, że źle robi, że gdyby ktoś chciał muzykę
na zamówienie, to postawiłby w tym miejscu szafę grającą. Moje argumenty nie
docierały do niego i chyba go złapałem za ramię w geście pojednania oczywiście,
wówczas pan ochroniarz wskazał mi drzwi...
Niedawno miała miejsce podobna sytuacja w lokalu założonym
przez dziadka co wystrugał pacynkę. Byłem już trochę zmęczony, swoim zwyczajem
stałem najpierw oparty o barierki, potem o bar by w końcu wrócić do barierek. I
tak stałem i robiłem to co mi najlepiej wychodzi. Obserwowałem i (chcąc, nie
chcąc) słuchałem. Pan puszczający muzykę z tzw. CDJ’ów (tak?) co jakiś czas
wydawał z siebie odgłosy typu „jak się bawicie!”, „teraz dawno oczekiwany coś
tam”, „tego pana przedstawiać nie muszę”, „zeszłoroczny hit” itp. Gość chyba
minął się z powołaniem, z takim gadaniem powinien prowadzić własną audycję a
nie grać na imprezach. I tak go nikt nie słucha bo wszyscy są pijani a ponadto swoim
gadaniem ryzykuje przerwanie numeru w najmniej odpowiednim momencie.
Stałem wówczas przy swoich ulubionych barierkach przechodząc
przez wszystkie fazy. Wrażliwość, agresję oraz mędrca. Pan grający odezwał się
o jeden raz za dużo w ciągu mijającej minuty. Telepało mną wcześniej, nie ze
względu na muzykę (wiem czego się spodziewać idąc do tego typu lokalu, poza tym
byłem tam z przyjaciółmi, wówczas mało rzeczy mi przeszkadza, świat jest jakby lepszy) a ze względu na
niepotrzebne odzywki faceta za odtwarzaczami mp3. Włączył mi się bohater i
postanowiłem działać! Nauczony poprzednim doświadczeniem, postanowiłem być
grzeczny. Zszedłem na dół, podbiłem do pana „dj’a”:
- Przepraszam pana, mógłby pan się mniej odzywać, albo w
ogóle najlepiej?
- Ee co mam zagrać?
- Nie. Chodzi mi o to, żeby pan przestał gadać i zaczął
normalnie grać, po co pan się odzywa?
- Ee my tak mamy w grafiku.
- Że w czym? Grafiku? Że macie gadać?!
- Tak!
- Aha...

Zabił mnie. Grafik?! On ma grafik?! Zamurowało mnie,
ponieważ ten gość zaprzeczył wszystkim wartością jaki powinien reprezentować DJ.
DJ to ktoś, kto powinien narzucać w jakiś sposób nowe brzmienia, zaciekawić;
jest przecież tyle fantastycznej muzyki, dlaczego musi grać dokładnie to samo
co plasuje się na listach radia Eska czy RMF Maxxx? Że co? Że ludzie się najlepiej
przy tym bawią? Pewnie, że tak! Ale tylko dlatego, że to znają. Ja sam, choć po
klubach łażę rzadko, ogólnopolskich stacji radiowych nie słucham w ogóle, to
znałem numery, które serwował pan podający się za DJ’a. Założę się, że gdybym
częściej chodził, to byłbym w stanie odgadywać tytuły kolejnych kawałków, które
będą grane. Takie „granie” jest proste, niewymagające. Jednak, jeżeli koleś w
ten sposób gra muzykę, to nie powinien podawać się za DJa a klub wiele by zaoszczędził
instalując darmowego Winampa. No przepraszam bardzo, mam być może wypaczone
spojrzenie na to kto, gdzie, jaką i jak prezentuje muzykę, ale jestem z tego
dumny. Byłem na wielu imprezach, gdzie pierwszy raz słyszałem dane nagrania;
baa, niekiedy pierwszy raz słyszałem pewne gatunki, ale wszyscy świetnie się
bawili bo DJ miał takie umiejętności, że ciągnął za sobą ludzi na parkiet. Niestety
w lokalach takich jak pacynka zatrudnia się szafy grające a nie DJ. Zupełnie
tego nie rozumiem. Niestety chyba nigdy to się nie zmieni a lokale z szafami
grającymi zawsze będą popularniejsze od klubów z prawdziwymi DJ’ami.
No. To tyle. Na zakończenie polecam numer duetu Moka Only & Chief, kanadyjsko-szwajcarska kolaboracja. Dziś na nich trafiłem, totalnie mnie zmietli. Słychać wpływy Jay Dee, którego tydzień pamięci obchodziliśmy. Track "Crickets" pochodzi z albumu o tym samym tytule, został wydany nakładem szwajcarskiej oficyny "FEELIN' MUSIC", polecam sprawdzenie WSZYSTKIEGO co od nich wyszło. Bandcamp. 5!
1 komentarz:
Cześć, zapraszam Cię na stronę http://www.outrave.pl ;) Portal posiada także fan page ( http://www.facebook.com/outrave). Warto polajkować i być na bieżąco z wiadomościami muzycznymi ! Polecam !
Prześlij komentarz